Znowu, jak w dzieciństwie
Znowu, jak w dzieciństwie, zwaliły się na niego choroby. Miesiącami nie ustępowały ostre bóle kolana, to znów kontuzja stopy, naderwanie mięśni, brzucha, wreszcie bóle w okolicach pachwiny. Ale badania niczego nie wykazywały, toteż zaczęto przebąkiwać o symulowaniu, grożono odesłaniem do jednostM. Z debiutu olimpijsMego w 1952 roku wyszły „nici". A tak się do niego sposobił! Na 5 km doszedł już przecież do wyniku 14:39,6 min., a więc w bliskie sąsiedztwo rekordu Pol-sM Janusza KusocińsMego, natomiast na 3000 m z przeszkodami został rekordzistą kraju. Czuł się pokrzywdzony decyzją nakazującą mu pozostać w domu. Pomimo nękających go dolegliwości trenował z wyjątkową pilnością, chociaż nieraz trzeba było mocno zaciskać zęby. Wszystko na nic. A pojechała tak liczna ekipa. Na następną szansę musiał czekać aż cztery lata. Nareszcie spełnią' się jego najskrytsze marzenia. Wyruszył w daleką egzotyczną podróż, o której w dzieciństwie tyle razy śnił. A w dodatku pobiegnie na olimpijskim stadionie. Jednak droga do Melbourne nie była łatwa. Zły los, jak zwyMe, ustawił na niej nowe przeszkody. Dwa lata poprzedzające olimpiadę odpisał właściwie na straty. Rók olimpijsM też nie szczędził kłopotów. Sporadyczne występy na bieżni wypadały obiecująco, mówiły o wielMch możliwościach pechowego biegacza. Jak jednak na niego liczyć, skoro częściej odwiedzał szpitale aniżeli stadiony?
 
kontenery biurowe | opinie barc | kontenery biurowe