Wiedziała o tym żona
Wiedziała o tym żona, a jej wyrozumiałość - jak pięknie powiedział Krzysztof - równała się co najmniej śmiałości jego decyzji. Planował alternatywnie - jeżeli powiedzie się w regatach RWYC, spróbuje sił na trasie do Kapsztadu. Ten etap miał być generalnym egzaminem żeglarza i jachtu. Jakby nie wystarczało rejsu z Plymouth do Newport, jakby nie dość w nim było wiary w solidność swych umiejętności i prawidłowości przygotowań. Nie zaniedbywał jednak żadnego elementu, który mógł zadecydować o powodzeniu jego planów. Zamierzał wszak płynąć najtrudniejszym szlakiem, szlakiem „ryczących czterdziestek". Po niespełna trzech tygodniach od zawinięcia do Newport, 6 sierpnia znów wyruszył do skoku przez Atlantyk, tym razem w odwrotnym kierunku, z zachodu na wschód. Rejs do Kapsztadu przebiegał bez większych zakłóceń jeśli nie liczyć najgroźniejszej awarii jaka trafiła mu się w całej podróży. W okolicach równika zerwał się forsztag, główna lina pod trzymująca maszt. Po kilku godzinach pracy na samym wierzchołku masztu, przy sile wiatru 5-6 stopni w skali Beauforta, udało się jednak zażegnać poważne niebezpieczeństwo. 26 sierpnia 1972 roku na falach eteru, będących jego jedynym łącznikiem z ludźmi, usłyszał wiadomość o śmierci sir Francisa Chichestera - najsłynniejszego żeglarza naszej ery.
 
| |