Minuty poprzedzające
Minuty, poprzedzające decydującą walkę z czarnoskórym, giętkim jak guma, mimo swych 81 kilogramów, i prawie niemożliwym do trafienia Amerykaninem Cassiusem Clayem, o którym przed Olimpiadą praktycznie nikt w Europie nie słyszał, były wręcz dramatyczne. Hala grzmiała od protestów ~ po niesłusznej porażce Tadeusza Walaska i przez godzinę nie można było wznowić walk. Polscy sekundanci biegali rozgorączkowani, a Zbyszek kilkakrotnie rozpoczynał rozgrzewkę, by za chwilę znów otulić się dresem. Nikt nie wiedział, kiedy właściwie przyjdzie pora wejścia na ring. Wreszcie sytuację jako tako opanowano. Zaczęło się... Pietrzykowski wiedział, że to jego życiowa szansa i postanowił uczynić wszystko, żeby jej nie zmarnować. Atakował Claya bezustannie, wkładał w swe akcje wszystkie siły i umiejętności, całe doświadczenie, zdobyte podczas walk na ringach całego świata. Zyskał przewagę, zmusił przeciwnika do odwrotu, parę razy musnął go niebezpiecznie swym zabójczym lewym sierpowym, po którym rywale zwykle tracili oddech i ochotę do dalszej walki. Pierwszą rundę bezsprzecznie wygrał, jednak już w tym momencie zdał sobie z niepokojem sprawę, że siły ubywają, a czarnoskóry Amerykanin jest wciąż tak świeży, jakby dopiero zaczynał pojedynek. Tańczył w ringu z lekkością balet-nicy, nieznacznymi odchyleniami tułowia lub głowy unikał najbardziej niebezpiecznych uderzeń Polaka.
 
| |