Do jednego tylko rodzaju
Do jednego tylko rodzaju ćwiczeń nie czuł nigdy wielkiego sentymentu. Do marszobiegów. Zwłaszcza, gdy odbywały się w piaszczystym terenie na wydmach wokół Cetniewa. Ambicja i chęć przodowania we wszystkim nie pozwalały mu przyznać się do tej niechęci przed kolegami, toteż podczas regularnych „footingów" starał się z reguły narzucić tak forsowne tempo, żeby partnerzy nie mogli dotrzymać mu kroku. Gorzej jednak, jeśli inni zawodnicy go mijali, pozostawiali t daleko za sobą. Natychmiast tracił zapał, skarżył się na niedyspozycję, szukał jakiegokolwiek preteksu, by wycofać się z konkurencji. Mógł być tylko pierwszy, inna pozycja w ogóle go nie interesowała. Jeden Stamm dostrzegł szybko słabość bielszczanina i starał się mu pomóc. Gdy inni wypoczywali, odwoływał go dyskretnie na bok, po czym we dwójkę przemierzali dziesiątki kilometrów wzdłuż brzegów Bałtyku. Feliks Stamm był znakomitym psychologiem i prawie z każdym potrafił znaleźć wspólny język, nawiązać nić porozumienia, bez którego współpraca byłaby przecież niemożliwa. Pietrzykowski także uznał olbrzymi autorytet współtwórcy potęgi polskiego pięściarstwa, ale przekorna, buntująca się natura nie pozwalała mu poddać się bez prób oporu. Pewnego razu omal nie doszło do otwartego konfliktu...
 
| |